piątek, 25 października 2013

ROZDZIAŁ 1

- Jules, po raz kolejny w tym tygodniu spóźniłaś się do pracy.-powiedział surowym tonem James,kiedy wpadłam zdyszana do Starbucks'a .
- Przepraszam, po prostu mieszkam na drugim końcu miasta i to te środki transportu nawalają.-odpowiedziałam ze spuszczoną głową,udając skruchę,chociaż trochę było mi głupio.
-Ostatni raz przymrużę na to oko ale obiecaj mi,że to już się nie powtórzy.-skrzyżował ręce na piersi i uniósł brwi do góry,patrząc cały czas na mnie.
-Obiecuję.-odrzekłam ze sztucznym uśmiechem,lecz zawsze ona na wszystkich działał.
-Trzymam cię za słowo.A teraz zabieraj się do pracy bo jest mnóstwo zamówień.-powiedział z lekkim uśmiechem i rzucił mi koszulkę z logo kawiarni do ręki.
Odwzajemniłam uśmiech .James spojrzał na mnie po raz ostatni i obrócił się w stronę wyjścia z zaplecza.W tym samym czasie posłałam mu krzywą i zrzędliwą minę i zaczęłam przebierać się w koszulkę.Kiedy poprawiłam włosy,aby nie sterczały po nałożeniu koszulki,podeszłam do stolika ,gdzie leżały zamówienia.Przelustrowałam je rękami.Piętnaście zamówień.Spojrzałam na zegarek.Była 7.30. I dwie godziny na ich zrealizowanie.Wywróciłąm oczami i węstchnęłam.Zapowiadał się kolejny przywalony dzień.Nagle poczułam wibracje w tylnej kieszeni.Wyciągnęłam pospiesznie telefon z nadzieją na to, że to David odpisał na mojego sms.Jesteśmy parą od miesiąca ale telefonu to on nie potrafi odebrać.Zresztą i tak nie widzimy się za często.Ja cały czas w pracy,a on cały czas w studiu nagraniowym pod pretekstem "nauki" nagrywania.Ale mniejsza o to.Wyświetliłam wiadomość.To od Alex.
"Dzisiaj 10 wieczorem,impreza u mnie.Wpadnij :)"
"Jasne,o ile szef mnie nie zabije".
Odpisałam,po czym wzięłam wszystkie potrzebne zamówienia do torby i siatki i ruszyłam przez miasto.Przejrzałam jeszcze raz wszystkie zamówienia.A więc najpierw Western Rd , potem Grange Rd , a następnie Studio nagraniowe " Fight ". Stanęłam na środku chodnika i momentalnie się uśmiechnęłam sama do siebie. Jeszcze raz przeczytałam dokładnie i powoli zamówienie.  Nareście będę mogła choć przez chwilę pogadać z Davidem i go zobaczyć. Pędem ruszyłam przed siebie, aby szybko zrealizować zamówienia. Uwinęłam się dość szybko. Zresztą miałam dobrą motywację. Studio zostawiłam na koniec,aby mieć choć chwilę na rozmowę z Dav'e . Ruszyłam zadowolona ulicą Hadleigh Rd i już po chwili znalazłam się pod wielkim budynkiem, gdzie znajdowały się m.in. restauracje , studio i jakiś klub, którego nazwy nigdy nie zapamiętam . Zajrzałam do torby i wyciągnęłam z niej pudełko z zamówieniem. Cztery Latte i Cappuccino. Wolną ręką przeczesałam włosy, aby jakoś wyglądać i wkroczyłam na teren budynku. Rozejrzałam się na wszystkie możliwe strony. Po prawej stronie znajdowała się recepcja z sekretarką. Ściany w tym wielkim pomieszczeniu były koloru beżowego. Po lewej stronie "recepcji" znajdowały się skórzana sofa wraz z dwoma fotelami i szklanym stolikiem z plikiem gazet. Za sofą znajdował się długi i wąski pasek korytarza. Tam zapewne znajdował się klub , przynajmniej z tego co słyszałam. Na wprost mnie umieszczone były dwie , szklane windy.
-Przepraszam,pomóc pani w czymś ?-usłyszałam głos sekretarki,który wyrwał się z rozmyślań i zafascynowania.Uśmiechnęła się uprzejmie.
-Szukam studia nagraniowego.Muszę dostarczyć zamówienie.-pokazałam jej torbę z napojami oraz odwzajemniłam ciepły uśmiech.
- A więc proszę jechać windą na drugie piętro .
- Dziękuję za pomoc.- odrzekłam i nacisnęłam na guzik.
Winda od razu się otworzyła i ukazała luksusowe wnętrze . Wielkie lustro. Drewniane ściany i piękna, kafelkowa podłoga . Weszłam do środka i nacisnęłam na guzik nr.2. Winda ruszyła ku górze. Spojrzałam w lustro i od razu pożałowałam. Pracowałam dopiero ponad godzinę , a już wyglądałam jak siedem nieszczęść. Zaczęłam myśleć jak ułożyć włosy,aby chociaż " jakoś " wyglądać , lecz drzwi windy otworzyły się ,a na przeciw siebie ujrzałam tabliczkę z napisem " Studio ", a koło niej strzałkę w prawo. Wyszłam na korytarz i ruszyłam w prawo. Doszłam do końca korytarza, który był całkiem pusty i skręciłam w lewo,według instrukcji . Momentalnie przystanęłam i zamarłam w bezruchu. Poczułam , że krew odpływa mi z żył i wędruje prosto do ust,abym mogła oplamić nią białą sukienkę tej dziewczyny . I to nie byle jakiej ale ślicznej, o dziecięcej urodzie, wręcz słodkiej. Włosy upięte miała w kucyka i stała na jednej nodze, drugą opierała się o ścianę . Na przeciw niej stał nikt inny jak " bardzo zapracowany " David . Obejmował ją w talii i szeptał jej coś na ucho. Ona się śmiała w ten wkurzający dziewczęcy sposób . Miałam ochotę wszystko rzucić i wydrapać jej oczy, lecz momentalnie straciłam całą odwagę. Cofnęłam się o krok, chowając się za ścianę . To by i tak nic nie zmieniło. Ja nie mogę równać się z ta ślicznotką. Mój gniew zmienił się w ból . Ogromny ból, ponieważ choć nie byliśmy z Davidem długo parą , ja naprawdę coś do niego czułam,ale on musi okazać się dupkiem,bo jakby inaczej. Miałam ochotę skulić się w kłębek i płakać,aż do mojej nędznej śmierci. Łza popłynęła mi po policzku. Moje rozmyślania przerwał trzask drzwi. Wyjrzałam zza rogu. Dav'e i tak jego panienka zdążyli się ulotnić . Dobra dostarczę te pieprzone zamówienia i zrywam się stąd . A z tym frajerem jeszcze się rozprawię. Ruszyła długim korytarzem . Minęłam windę , w poszukiwaniu jakiejś nędznej duszy, której mogłabym wręczyć te kawy.Skręciła w prawo i zderzyłam się z kimś . Zderzenie było na tyle mocne  , że moja pudełko z zamówieniami wypadło mi z rąk i wylądowało na czyimś białym T-Shircie , wylewając na nią zawartość .
- O moja Latte przybyła.-powiedział, a ja uniosłam wzrok do góry .
Był to chłopak . Wysoki, szczupły, aczkolwiek jego tors wyglądał na mocny. Spojrzałam na jego twarz . Oczy miał koloru niebieskiego z zielonymi prześwitami . Kasztanowe włosy opadały mu na czoło. Szeroko się do mnie uśmiechnął , ukazując swoje ideale białe i równe zęby . Przyglądał mi się . Zrobiłam się czerwona .
-Ja...przepraszam...oczywiście nie będzie pan musiał płacić ...I dostarczymy nowe ... - zaczęłam panikować i wpadłam w słowotok .
James mnie zabije .
- Okej. Spoko , nic się nie stało . - odpowiedział rozbawiony moim panikowaniem.
Już miałam odpowiedzieć, lecz w tej samej chwili na korytarzu pojawił się David i ta słodka laleczka. Szli objęci , lecz kiedy mnie zobaczył przystanął i schował ręce do kieszeni spodni. Uśmiechnięty ruszył w moją stronę . Przerażona obróciłam się w stronę chłopaka i spojrzałam na niego . Był idealny . Lecz nie miałam teraz czasu na rozmarzanie się . Przyglądał mi  się z uśmiechem .
- Ja przepraszam jeszcze raz . - powiedziałam z przepraszającym wzrokiem i ruszyłam biegiem przez korytarz , nie odwracając się za siebie . Nie byłam gotowa na spotkanie z Davidem i to chyba lepiej dla niego bo bym go mogła zabić . Nie mogłam znieść jego widoku z tą panienką . Zjechałam windą na sam dół i  wybiegłam z budynku jakby się paliło . Wbiegłam na ulicę London Rd , która prowadziła do Starbucks'a . James na pewno mnie ukatrupi, chociaż ja za żadne skarby tam nie wrócę z kolejnym zamówieniem. Szłam powoli, aby opóźnić trochę wyrok mojej śmierci . Czułam,że po policzkach ściekają mi ciepłe łzy,a kiedy już spłynęły ich miejsce zajmowały kolejne, co raz gorzsze . Przystanęłam przy tylnym wejściu kawiarni i otarłam łzy rękawem bluzy. Musiałam się ogarnąć, w końcu nie mogłam stracić jeszcze mojej jedynej pracy . Weszłam do środka i postanowiłam udawać szczęśliwą, tak jakby nic się nie stało, jakby nic się nie stało - powtarzałam sobie w głowie . Odłożyłam torby na bok i starłam rąbkiem bluzy tusz spod oczu, kiedy na zaplecze wszedł James-mój ulubiony szef . Uśmiechnęłam się sztucznie i na całe szczęście nabrał się na ten uśmiech .
- Widzę , że wykonałaś całą robotę.-powiedział i spojrzał na róg pomieszczenia , gdzie odłożyłam torbę.Wyciągnęłam pieniądze z kieszeni i podałam mu do ręki.
- A to pieniądze .- odrzekłam słodko, udając posłuszną.
Nie kłamałam zbyt dobrze,ale przynajmniej ( o dziwo ) James się nabrał.Przeliczył wszystko i lekko się uśmiechnął.
- Dziękuję, a teraz możesz iść na kasę pomóc Lucy, bo dzisiaj wielki tłok.
Pokiwałam głową i z ulgą popędziła w stronę wejścia do kawiarni .


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz