wtorek, 29 października 2013

ROZDZIAŁ 3

Już po chwili byliśmy na ulicy Strand . Chłopak jechał bardzo swobodnie , zupełnie jakby jeździł tym cackiem jakieś 20 lat.
-Jak masz na imię ? - zapytał chłopak przerywając głuchą ciszę między nami .
Stanęliśmy na światłach za jakimś żółtym samochodem . Spojrzał na mnie przez chwilę z usmiechem , cały czas trzymając ręce na kierownicy .
- Jestem Jules . - odpowiedziałam , odwzajemniając uśmiech .
Lecz kryła się za nim niepewność . Mogłam zmyślić to cholerne imię . Dobra , mniejsza o to . Teraz moja kolej na pytanie .
Samochód ruszył przed siebie . Już miałam się odezwać kiedy to nieznajomy mnie wyprzedził .
- No to Jules , gdzie dzisiaj tak rano pędziłaś ? - zapytał i spojrzał na mnie unosząc swoją prawą brew do góry .
W moich uszach nie przestanie rozbrzmiewał jego głos , który wypowiadał moje imię . Koiłam się jego barwą i tonem aż w końcu zorientowałam się , że zadał mi pytanie .
- Ja....,hmm - westchnęłam . - To skomplikowane ... .- dodałam ze skruszoną miną .
Nie powinnam zwierzać się komuś obcemu z moich przeżyć . I to nie dlatego , że mógłby mi coś zrobić ale dlatego , że chyba by usnął z nudów .
- Chętnie posłucham . - odrzekł .
Kurde , muszę go jakoś zniechęcić . Mam mu wszystko o sobie mówić ? Nawet go nie znam . Po cholere wsiadałam do tego samochodu . Wtem przez myśl przeszła mnie myśl , jakbym tułała się po ciemnościach tym nieszczęsnym autobusem .
- Chodzi o chłopaka . - odparłam w końcu . Może to go odrzuci .
- Aaaaa , tego to ja nie zrozumiem . - odpowiedział lekko rozbawiony .
JEST ! Nawet nie wiem kiedy ale lekko zachichotałam dumna ze swojego małego zwycięstwa .
- To gdzie dokładnie musisz dostarczyć  ? - zapytał i kiwnął głową na zamówienie .
Zaczęłam szperać w kieszeni i wyciągnęłam z niej małą karteczkę . Wytężyłam wzrok aby odczytać te bazgroły .
-  Holborn . - spojrzałam na niego z uśmiechem .
Oblizał seksownie swoje wargi . Był pociągający i to strasznie .
Zaparkował .
- No to jesteśmy . - odparł i posłał mi ciepłe spojrzenie .
Zatonęłam w jego niebieskich oczach . Kiedy się otrząsnęłam zabrałam szybko speszona wzrok i wyjrzałam za szybę .
- Rzeczywiście .- odpowiedziałam miło i wysiadłam z samochodu .
Zamknęłam za sobą drzwiczki , a mój nowy " przyjaciel " stanął koło mnie .Oparł się o samochód i włożył ręce do kieszeni . Czyli nie ma co liczyć , że się odczepi . No dobra i tak już do domu nie daleko . Ruszyłam w stronę budynku z numerem 14 . Wspięłam sie po schodach i zapukałam do drzwi . Otworzył mi chłopak o jasnej cerze i brunatnych włosach , roztrzepanych na wszystkie możliwe strony . Rysy jego twarzy wyglądały młodo i szacując mógł mieć około dziewiętnastu lat . Uśmiechnął sie do mnie czarująco , a moje policzki oblał czerwony rumieniec .
- Oto pańskie zamówienie . - powiedziałam i podałam mu siatkę .
Przynajmniej się nie zacięłam w połowie zdania .
- Dzięki .- odpowiedział i wyciągnął z kieszeni cały banknot .
Podał mi go . Zaczęłam grzebać w kieszeni w poszukiwaniu jakiś drobnych , aby mu wydać .
- Reszty nie trzeba . - powiedział , ukazując swoje zęby w uśmiechu .
Spojrzałam na niego zdziwiona . Okej jego strata . Schowałam banknot do kieszeni spodni i spojrzałam na jego twarz .
- Dziękuję i zapraszamy ponownie .
- Na pewno wpadnę po kawę . - odrzekł i przeszył mnie wzrokiem od góry do dołu . Boże to jeden z tych typków , co flirtują z każdą dziewczyną .
Posłałam mu sztuczny uśmiech .
- To do zobaczenia .
Odmachał mi na pożegnanie i zamknął drzwi .Obróciłam się na piętach w stronę tajemniczego nieznajomego , a moich uszu dobiegł jego aksamitny śmiech .
Spojrzałam na niego z pytającym wzrokiem . Jego śmiech rozbrzmiewał w mojej głowie .
- Ze wszystkimi chłopakami tak rozmawiasz ? - zapytał rozbawiony .
- Wiesz chyba tylko z takimi , którzy nie są tobą . - odpowiedziałam z grymasem , chociaż na prawdę lekko mnie pociągał . W gruncie rzeczy nie wiem jak to było możliwe , bo spędziłam z nim jakieś 10 minut ale okej . To przecież mój zryty łeb tego nikt nie ogarnie.
Obróciłam się na piętach w lewą stronę i ruszyłam przed siebie , pustym chodnikiem. Zaraz mnie dogonił . Chyba nie brał mnie na poważnie .
- Chodziło mi o to , że wyglądałaś uroczo . - powiedział , po czym spojrzał na mnie z seksownym uśmiechem na twarzy .
Wewnątrz siebie wybuchłam gorzkim  śmiechem .
-Nie , to było żenujące. - odpowiedziałam powstrzymując się od uśmiechu .
Koleś był chyba ślepy .
- Musze częściej brać zamówienia na tą Latte .
Lekko zachichotałam i spojrzałam na jego wargi . Znów je oblizał .
- Koniecznie musze zmienić pracę . - odrzekłam , a moje kąciki ust uniosły się do góry .
Doszliśmy pod moją kamienicę . Zatrzymałam się ,a on stał tuż przede mną .
- Wiesz przede mną nie da się schować . - odparł już lekko na poważnie .
Miałam mieszane uczucia co do tego typa . Właśnie miałam  go w końcu zapytać , czy łaskawie zdradzi mi swoje imię , ale w tej samej chwili zawibrował telefon w jego kieszeni . Wyciągnął go i zerknął na ekran .
Na jego twarzy malowała sie powaga .
- Przepraszam . - wyszeptał i posłał mi uśmiech .- Jakoś cię znajdę i się do ciebie odezwę . dodał i ruszył w tą stronę , którą przyszliśmy . Szedł tyłem , patrząc na mnie .
- Niby jak ? - zapytałam zdziwiona i skrzyżowałam niepewnie ręcę na piersi .
- Mam swoje źródła . - odrzekł i uniósł obie ręce do góry , a potem opuścił je i posłał mi ostatni zniewalający uśmiech . Potem obrócił się i przyspieszył , znikając za rogiem budynku .
Pokręciłam przecząco głową . To musi być sen i chcę się już obudzić , bo jak w tej części snu dzieją się takie rzeczy , to ja nie chcę widzieć  tego tragicznego zakończenia , a  tym bardziej brać w nim udział .


poniedziałek, 28 października 2013

ROZDZIAŁ 2

Po osiemnastej nareszcie ostatni goście opuścili Starbucks'a .Cieszyłam się , bo to oznaczało , że mogę iść wcześniej do domu i zdążę choć chwilę odpocząć przed imprezą . Z Davidem czy bez niego i tak będę się świetnie bawić . Na pewno przyjdzie do mnie skruszony lecz wtedy ja powiem mu " sejo nara " . Wyszłam na zaplecze i sprawdziłam komórkę . Oczywiście 50 nieodebranych połączeń od Dave . Jednak moją uwagę przykuł sms od nieznanego numeru . Otworzyłam go i zaczęła czytać zawartość :
" Liczę na kolejne spotkanie " .
Spojrzałam zdziwiona na ekran telefonu i zaczęłam wytężać swój mózg , aby skojarzyć kto mógłby mi to wysłać . Niestety nikt nie przychodził mi na myśl . No cóż . Do rzeczywistość przywrócił mnie głos Lucy :
-Jules , proszę zgódź się .-powiedziała błagalnym tonem i podbiegła do mnie z proszącymi oczami .
-Ale co ? - zapytałam , patrząc na nią miłym wzrokiem .
Z Lucy nigdy się nie kłóciłyśmy , ale też nie byłyśmy jakimiś wielkimi przyjaciółkami . Lubiłam ją za jej charakter . Kiedy mówiłam jej , żeby zostawiła mnie samą z jakimś problemem , robiła to i nie była na mnie za to zła .Chociaż urody jej zazdrościłam . Była szczupłą blondynką o piwnych oczach . Wyglądała po prostu jak modelka ale niestety wylądowała w tej dziurze co ja . Za to miała szczęście u chłopaków . Zawsze było ich  pełno u jej boku .
Do jutra ! - dodała , przytuliła mnie w pośpiechu i wyleciał- Ktoś zamówił Cappuccino . To ostanie zamówienie . Mogłabyś dostarczyć je za mnie ? Proszę . W sumie to masz po drodze . Pieniądze możesz Jamesowi dać jutro . - wypowiedziała szybko Lucy z proszącym wyrazem twarzy .
- No dobra , a gdzie to jest dokładnie ? - zapytałam lekko zadowolona , że sprawiłam jej trochę radochy .
- Jejku , dziękuję ci bardzo . - odrzekła z szerokim uśmiechem na twarzy , po czym rzuciła mi się na szyje .
- Dobra , już dobra . Dawaj to zamówienie . - powiedziałam odwzajemniając jej uścisk i uśmiech .
Podała mi kartkę z zamówieniem i wybiegła za drzwi , w biegu zrzucając fartuszek z logo kawiarni . Po chwili wróciła z siatką z Cappuccino . Wzięłam od niej foliową torbę i uśmiechnęłam się .
- Dzięki jeszcze raz i pamiętaj że wiszę ci przysługę . - powiedziała ciepło . - Dobra to ja już będę uciekać . a po raz kolejny z zaplecza odmachując mi na pożegnanie . Spojrzałam na zamówienie . Ulica Holborn . To niedaleko mojej dziury , więc w sumie mogę się przejść . Ubrałam bluzę , no bo w końcu już jesień nadchodziła . Na dworze robiło się ciemno już około osiemnastej . Pożegnałam się z Jamsem , który uzupełniał jeszcze jakieś papiery , po czym wyszłam na zewnątrz . Wiatr natychmiast zaczął bawić się moim włosami . Pokierowałam się w stronę przystanku autobusowego . Szłam powoli rozmyślając nas tym wszystkim . Czy Davidowi w ogóle na mnie zależało ? Nie wiem ale wiem na pewno , że z nami koniec . Chociaż , gdy do mnie przyjdzie i mnie przeprosi na pewno ulegnę . Taka już byłam . Miękka . Nie no to się musiało zmienić . Ja cały czas starałam się dostosować do jego kursów w tym głupi studiu nagraniowym , a on przez ten czas podrywał te ślicznotki .
Tego już za wiele . I jeszcze ten  chłopak . W głębi duszy sama miałam z siebie polewkę . Jak ja musiałam wyglądać . Jak jakaś obłąkana . Zachichotałam pod nosem . Nagle usłyszałam pisk hamowanych opon i przerażona momentalnie odskoczyłam na bok . Zdezorientowana spojrzałam na samochód . Był on koloru czarnego ale jego marki nie potrafiłam rozróżnić . Nigdy nie była w tym najlepsza . Wysiadł z niego młody lecz na pierwszy rzut oka dojrzały i zniewalająco przystojny chłopak . Zmrużyłam oczy i spojrzałam na jego twarzy . Zaczęła przybierać jakieś kontury i po chwili wiedziałam już że moje nieszczęście nie zna granic . Był to ten sam chłopak na , którego wylałam to pieprzone Latte ! Boże , a chciałam go już nigdy nie spotkać.
- Boże dziewczyno chcesz się zabić ? ! - zapytał chłopak i podbiegł do mnie . Pomógł mi się pozbierać .
W jego oczach malowała się troska .
Dalej byłam zszokowana . To był na pewno on . Jego oczu nie dało się tak łatwo zapomnieć . 
- Nic ci nie jest ? - przyglądał mi się zdenerwowany .
- Nie ... ja po prostu ... nie zauważyła twojego samochodu . . - rzekłam po otrząśnięciu się , po czym spojrzałam na niego speszona .
Oby to był jeden z tych koszmarnych snów .
- Hej , to ty jesteś ta od Latte ? - zapytał rozbawiony i zaczął przyglądać mi się tym swoim niebiańskim wzrokiem .
No i masz rozpoznał mnie . Klapa . Ale cud że w ogóle mnie zapamiętał .
- T..ak . - spuściłam głowę aby uniknąć jego wzroku . - Ale jeszcze raz przepraszam . - dodałam po krótkiej chwili i zdobyłam sie na odwagę aby spotkać jego spojrzenie .
Jego oczy zdawały się błyszczeć . Przeszyły mnie jakbym stała całkiem naga i zaglądnęły w każdą cząstkę mojej skóry .
- I tak nie lubiłem tej koszulki , a ty po prostu pomogłaś mi się jej pozbyć . A więc dziękuję , że na mnie wpadłaś . - odrzekł z szczerym uśmiechem , które powaliłoby miliony dziewczyn . No i niestety na mnie też zadziałał .
To musiał być sen .Liczyłam tylko na to  , że zaraz się nie obudzę .
- Gdzie sie tak spieszysz ,że prawie wpadłaś pod moje kółka hm ? - zapytał i uniósł z ciekawości prawą brew do góry . Uśmiech nie znikał mu  z twarzy . Był cholernie seksowny , ale to " nie moja liga ę , jakby ktoś to określił .
- Praca . - uniosłam siatkę z Cappuccino i pomachałam nią z lekkim uśmiechem .
-Czyli jesteś zapracowana ? - zapytał , wyczułam w jego głosie nutę smutku .
- Niestety . Przepraszam cię ale musze już lecieć , bo szef ukatrupi mnie po raz kolejny . - powiedziałam z szczerze i spojrzałam na niego .
Nasze spojrzenia spotkały się , a moją głowę ogarnęło tysiąc emocji .
- To wskakuj podwiozę cię zanim coś ci sie stanie  przez to zapracowanie . - odpowiedział czule i wskazał na swoje cacko .
Z jednej strony biła od niego jakaś fala bezpieczeństwa i w sumie nie musiałabym objeżdżać całego miasta linią komunikacyjną - czego po prostu nienawidziłam . Z drugiej jednak strony trudno zaufać osobie , której się nie zna . Może on tylko wygląda niewinnie ? Spojrzałam na jego czarny samochód , który wyglądał dosyć drogo .
- Nie , dziękuję , przejdę się . - odpowiedziałam miło i posłałam mu ciepły uśmiech .
Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec .
- Proszę , chciałbym ci sie jakoś odwdzięczyć za pomoc w pozbyciu się tej koszulki . - dodał szybko z przekonującym uśmiechem i zrobił krok w moją stronę .
- Sama nie wiem .-odparłam niepewna .
Przecież koleś chce być tylko miły i mnie podrzucić , to nic wielkiego .
- Przecież nic ci nie zrobię . - zaśmiał sie rozbawiony tym , że się go boje . Wyczuł to .
Moje uszy ogarnął słodki dźwięk . Lekko sie zaczerwieniłam . Dobra walić to niech się dzieje co chce . Trudno jeśli okaże się jakimś pieprzonym psychopatą to wyląduje martwa w rowie . I tak nic nie stracę .
- No dobra . - odpowiedziałam z westchnieniem , lecz miłym wyrazem twarzy .
Na jego ustach zagościł szeroki uśmiech , który ukazał jego proste zęby . Był olśniewający . Podszedł do drzwi od strony pasażera o otworzył je .
- Zapraszam . - powiedział szarmancko z uśmiechem .
Ruszyłam w jego stronę i minęłam go , wsiadając do samochodu . Poczułam przyjemny zapach męskich perfum . Ogarnęła mnie fala gorąca . Usadowiłam sie na skórzanym fotelu . Podziękowałam mu ,a on biegiem zajął miejsce za kierownicą .

piątek, 25 października 2013

ROZDZIAŁ 1

- Jules, po raz kolejny w tym tygodniu spóźniłaś się do pracy.-powiedział surowym tonem James,kiedy wpadłam zdyszana do Starbucks'a .
- Przepraszam, po prostu mieszkam na drugim końcu miasta i to te środki transportu nawalają.-odpowiedziałam ze spuszczoną głową,udając skruchę,chociaż trochę było mi głupio.
-Ostatni raz przymrużę na to oko ale obiecaj mi,że to już się nie powtórzy.-skrzyżował ręce na piersi i uniósł brwi do góry,patrząc cały czas na mnie.
-Obiecuję.-odrzekłam ze sztucznym uśmiechem,lecz zawsze ona na wszystkich działał.
-Trzymam cię za słowo.A teraz zabieraj się do pracy bo jest mnóstwo zamówień.-powiedział z lekkim uśmiechem i rzucił mi koszulkę z logo kawiarni do ręki.
Odwzajemniłam uśmiech .James spojrzał na mnie po raz ostatni i obrócił się w stronę wyjścia z zaplecza.W tym samym czasie posłałam mu krzywą i zrzędliwą minę i zaczęłam przebierać się w koszulkę.Kiedy poprawiłam włosy,aby nie sterczały po nałożeniu koszulki,podeszłam do stolika ,gdzie leżały zamówienia.Przelustrowałam je rękami.Piętnaście zamówień.Spojrzałam na zegarek.Była 7.30. I dwie godziny na ich zrealizowanie.Wywróciłąm oczami i węstchnęłam.Zapowiadał się kolejny przywalony dzień.Nagle poczułam wibracje w tylnej kieszeni.Wyciągnęłam pospiesznie telefon z nadzieją na to, że to David odpisał na mojego sms.Jesteśmy parą od miesiąca ale telefonu to on nie potrafi odebrać.Zresztą i tak nie widzimy się za często.Ja cały czas w pracy,a on cały czas w studiu nagraniowym pod pretekstem "nauki" nagrywania.Ale mniejsza o to.Wyświetliłam wiadomość.To od Alex.
"Dzisiaj 10 wieczorem,impreza u mnie.Wpadnij :)"
"Jasne,o ile szef mnie nie zabije".
Odpisałam,po czym wzięłam wszystkie potrzebne zamówienia do torby i siatki i ruszyłam przez miasto.Przejrzałam jeszcze raz wszystkie zamówienia.A więc najpierw Western Rd , potem Grange Rd , a następnie Studio nagraniowe " Fight ". Stanęłam na środku chodnika i momentalnie się uśmiechnęłam sama do siebie. Jeszcze raz przeczytałam dokładnie i powoli zamówienie.  Nareście będę mogła choć przez chwilę pogadać z Davidem i go zobaczyć. Pędem ruszyłam przed siebie, aby szybko zrealizować zamówienia. Uwinęłam się dość szybko. Zresztą miałam dobrą motywację. Studio zostawiłam na koniec,aby mieć choć chwilę na rozmowę z Dav'e . Ruszyłam zadowolona ulicą Hadleigh Rd i już po chwili znalazłam się pod wielkim budynkiem, gdzie znajdowały się m.in. restauracje , studio i jakiś klub, którego nazwy nigdy nie zapamiętam . Zajrzałam do torby i wyciągnęłam z niej pudełko z zamówieniem. Cztery Latte i Cappuccino. Wolną ręką przeczesałam włosy, aby jakoś wyglądać i wkroczyłam na teren budynku. Rozejrzałam się na wszystkie możliwe strony. Po prawej stronie znajdowała się recepcja z sekretarką. Ściany w tym wielkim pomieszczeniu były koloru beżowego. Po lewej stronie "recepcji" znajdowały się skórzana sofa wraz z dwoma fotelami i szklanym stolikiem z plikiem gazet. Za sofą znajdował się długi i wąski pasek korytarza. Tam zapewne znajdował się klub , przynajmniej z tego co słyszałam. Na wprost mnie umieszczone były dwie , szklane windy.
-Przepraszam,pomóc pani w czymś ?-usłyszałam głos sekretarki,który wyrwał się z rozmyślań i zafascynowania.Uśmiechnęła się uprzejmie.
-Szukam studia nagraniowego.Muszę dostarczyć zamówienie.-pokazałam jej torbę z napojami oraz odwzajemniłam ciepły uśmiech.
- A więc proszę jechać windą na drugie piętro .
- Dziękuję za pomoc.- odrzekłam i nacisnęłam na guzik.
Winda od razu się otworzyła i ukazała luksusowe wnętrze . Wielkie lustro. Drewniane ściany i piękna, kafelkowa podłoga . Weszłam do środka i nacisnęłam na guzik nr.2. Winda ruszyła ku górze. Spojrzałam w lustro i od razu pożałowałam. Pracowałam dopiero ponad godzinę , a już wyglądałam jak siedem nieszczęść. Zaczęłam myśleć jak ułożyć włosy,aby chociaż " jakoś " wyglądać , lecz drzwi windy otworzyły się ,a na przeciw siebie ujrzałam tabliczkę z napisem " Studio ", a koło niej strzałkę w prawo. Wyszłam na korytarz i ruszyłam w prawo. Doszłam do końca korytarza, który był całkiem pusty i skręciłam w lewo,według instrukcji . Momentalnie przystanęłam i zamarłam w bezruchu. Poczułam , że krew odpływa mi z żył i wędruje prosto do ust,abym mogła oplamić nią białą sukienkę tej dziewczyny . I to nie byle jakiej ale ślicznej, o dziecięcej urodzie, wręcz słodkiej. Włosy upięte miała w kucyka i stała na jednej nodze, drugą opierała się o ścianę . Na przeciw niej stał nikt inny jak " bardzo zapracowany " David . Obejmował ją w talii i szeptał jej coś na ucho. Ona się śmiała w ten wkurzający dziewczęcy sposób . Miałam ochotę wszystko rzucić i wydrapać jej oczy, lecz momentalnie straciłam całą odwagę. Cofnęłam się o krok, chowając się za ścianę . To by i tak nic nie zmieniło. Ja nie mogę równać się z ta ślicznotką. Mój gniew zmienił się w ból . Ogromny ból, ponieważ choć nie byliśmy z Davidem długo parą , ja naprawdę coś do niego czułam,ale on musi okazać się dupkiem,bo jakby inaczej. Miałam ochotę skulić się w kłębek i płakać,aż do mojej nędznej śmierci. Łza popłynęła mi po policzku. Moje rozmyślania przerwał trzask drzwi. Wyjrzałam zza rogu. Dav'e i tak jego panienka zdążyli się ulotnić . Dobra dostarczę te pieprzone zamówienia i zrywam się stąd . A z tym frajerem jeszcze się rozprawię. Ruszyła długim korytarzem . Minęłam windę , w poszukiwaniu jakiejś nędznej duszy, której mogłabym wręczyć te kawy.Skręciła w prawo i zderzyłam się z kimś . Zderzenie było na tyle mocne  , że moja pudełko z zamówieniami wypadło mi z rąk i wylądowało na czyimś białym T-Shircie , wylewając na nią zawartość .
- O moja Latte przybyła.-powiedział, a ja uniosłam wzrok do góry .
Był to chłopak . Wysoki, szczupły, aczkolwiek jego tors wyglądał na mocny. Spojrzałam na jego twarz . Oczy miał koloru niebieskiego z zielonymi prześwitami . Kasztanowe włosy opadały mu na czoło. Szeroko się do mnie uśmiechnął , ukazując swoje ideale białe i równe zęby . Przyglądał mi się . Zrobiłam się czerwona .
-Ja...przepraszam...oczywiście nie będzie pan musiał płacić ...I dostarczymy nowe ... - zaczęłam panikować i wpadłam w słowotok .
James mnie zabije .
- Okej. Spoko , nic się nie stało . - odpowiedział rozbawiony moim panikowaniem.
Już miałam odpowiedzieć, lecz w tej samej chwili na korytarzu pojawił się David i ta słodka laleczka. Szli objęci , lecz kiedy mnie zobaczył przystanął i schował ręce do kieszeni spodni. Uśmiechnięty ruszył w moją stronę . Przerażona obróciłam się w stronę chłopaka i spojrzałam na niego . Był idealny . Lecz nie miałam teraz czasu na rozmarzanie się . Przyglądał mi  się z uśmiechem .
- Ja przepraszam jeszcze raz . - powiedziałam z przepraszającym wzrokiem i ruszyłam biegiem przez korytarz , nie odwracając się za siebie . Nie byłam gotowa na spotkanie z Davidem i to chyba lepiej dla niego bo bym go mogła zabić . Nie mogłam znieść jego widoku z tą panienką . Zjechałam windą na sam dół i  wybiegłam z budynku jakby się paliło . Wbiegłam na ulicę London Rd , która prowadziła do Starbucks'a . James na pewno mnie ukatrupi, chociaż ja za żadne skarby tam nie wrócę z kolejnym zamówieniem. Szłam powoli, aby opóźnić trochę wyrok mojej śmierci . Czułam,że po policzkach ściekają mi ciepłe łzy,a kiedy już spłynęły ich miejsce zajmowały kolejne, co raz gorzsze . Przystanęłam przy tylnym wejściu kawiarni i otarłam łzy rękawem bluzy. Musiałam się ogarnąć, w końcu nie mogłam stracić jeszcze mojej jedynej pracy . Weszłam do środka i postanowiłam udawać szczęśliwą, tak jakby nic się nie stało, jakby nic się nie stało - powtarzałam sobie w głowie . Odłożyłam torby na bok i starłam rąbkiem bluzy tusz spod oczu, kiedy na zaplecze wszedł James-mój ulubiony szef . Uśmiechnęłam się sztucznie i na całe szczęście nabrał się na ten uśmiech .
- Widzę , że wykonałaś całą robotę.-powiedział i spojrzał na róg pomieszczenia , gdzie odłożyłam torbę.Wyciągnęłam pieniądze z kieszeni i podałam mu do ręki.
- A to pieniądze .- odrzekłam słodko, udając posłuszną.
Nie kłamałam zbyt dobrze,ale przynajmniej ( o dziwo ) James się nabrał.Przeliczył wszystko i lekko się uśmiechnął.
- Dziękuję, a teraz możesz iść na kasę pomóc Lucy, bo dzisiaj wielki tłok.
Pokiwałam głową i z ulgą popędziła w stronę wejścia do kawiarni .